8 cze 2016

Tajemnica Filomeny

Czyli sztuka wybaczania


Jeśli chodzi o wybór filmu Mama zawsze mogła na mnie liczyć. Tak było i tym razem. Włączyłem "Tajemnice Filomeny" w reżyserii Stephen'a Frears'a, swoją droga nie mogę doczekać się premiery jego najnowszego filmu z Meryl Streep! No ale teraz nie o tym, a o historii, która poruszyła moje serce, a kreacja bohaterów skłoniła do refleksji. 


Film oparty jest na prawdziwej historii, którą opisał Martin Sixmith w książce o tym samym tytule. 


"Tajemnica Filomeny" jest filmem wielopoziomowym. Na pierwszym poziomie jest próba dotarcia do brutalnie odebranego syna. Na drugim poziomie jest komedia charakterów. Na trzecim poziomie ukazany jest problem wiary. Na czwartym sztuka wybaczania. 

Poziom 1
Judi Dench (słowa mojego Taty:"Pierwszy raz widzę ją poza Bondem" :) ) wcieliła się w Filomenę Lee. Poczciwą, prostolinijną, uśmiechniętą i życzliwą kobietę głebokiej wiery. Filomena jako młoda dziewczyna została wykorzystana seksualnie przez co zaszła w ciążę i została oddana pod opiekę sióstr zakonnych. Wmówiono jej, że jest grzesznicą dlatego musi pokutować przez cierpienie. Odebrano jej synka. Jako starsza kobieta Filomena postanawia  go odnaleźć. Pomaga jej w tym pisarz, Martin Sixmith, którego zagrał Steve Coogan. 

Judi Dench jako Filomena Lee oraz Steve Coogan jako Martin Sixmith


Poziom 2
Martin Sixmith jest cynicznym redaktorem, który postanawia powrócić do kariery, dlatego pomaga Filomenie. Patrzy tylko przez pryzmat tego co przyniesie mu korzyść. Jednak jest człowiekiem wykształconym. Natomiast Filomena jest uczciwa oraz czuła. Kieruje się w życiu sercem i wiarą. Nie ma takiego wykształcenia jak Martin, jednak nie przeszkadza jej to w niczym. Rozbrajająca dla mnie była scena na lotnisku, gdy opowiadała redaktorowi fabułę harlekina. Albo jej zdecydowanie, które co chwila się zmieniało.  

Judi Dench jako Filomena Lee oraz Steve Coogan jako Martin Sixmith

Poziom 3
Oglądając ten film w myślach burzyłem każdy kościół i wszystko co związane jest z chrześcijaństwem. Stawia mnie to przy postaci Martina, który deklaruje, że nie wierzy w Boga oraz próbuje uświadomić kobiecie, że ona wierzy w coś co pozbawiło ją  dziecka. Bardzo ciekawa była scena gdy Filomena pyta się pisarza czy wierzy w Boga, na co ten odpowiada, że to zbyt trudne pytanie na prostą odpowiedź. Pytanie zostało odbite przez redaktora, na co staruszka odpowiedziała po prostu, tak. Zadziwiające jest to, że dla niej jest to coś tak prostego i oczywistego. A jej wiara jest prawdziwa i pozbawiona hipokryzji. 

Judi Dench jako Filomena Lee


Poziom 4
Martin próbuje zmusić siostrę zakonną do przeprosin. Jako widz odczuwam duże napięcie, czekam na to co się wydarzy. Jednak stara zakonnica, której bliżej do trumny niż do łóżka uparcie twierdzi, że wszystkie dziewczęta były grzesznicami i musiały ponieść karę za swoje uczynki. No i sam mam ochotę wziąć i ją włożyć do trumny. W tym momencie zjawia się Filomena, która mówi Martinowi aby przestał. Sama zwraca się do siostry i mówi, że jej wybacza. Na co redaktor zdziwiony pyta się czy to tylko tyle? Na co dostaje odpowiedź, że to jest aż tyle. Zarówno ja jak i on zrozumieliśmy, że prawdziwą mądrością wykazała się ta poczciwa kobieta, pozbawiona nienawiści. 


"Tajemnica Filomeny" dla mnie jest filmem niezwykłym. Bo tak na prawdę jest o przebaczaniu. Co ta kobieta miała zrobić? Zabić winnych? Ciągać ich po sądach? Znienawidzić do końca życia? Moja odpowiedź brzmi: NIE. Nienawiść powoduje w człowieku zgryzotę i chęć zemsty, a to nie prowadzi do niczego dobrego. Dlatego zamiast pielęgnować w sobie urazy, lepiej jest przebaczyć. Jest to umiejętność, której życzę zarówno sobie jak i Wam. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz